Znów odezwały się głosy
| |
Znów odezwały się głosy, że to już koniec, że trzeba się będzie pogodzić z myślą o ostatecznym zakończeniu wspaniałej kariery. Znów jednak rachunek dokonano bez gospodarza. Rok po Monachium 41-letni Pawłowski zafascynował szermierczy świat techniką, którą wcześniej podbijał wszystkie kontynenty, stylem godnym mistrza nad mistrze. Gdyby nie fatalny w skutkach błąd sędziego Marcela Parenta, który przy stanie 4 : 4 w pojedynku Pawłowskiego z Sidiakiem nie zaliczył Polakowi ewidentnego trafienia, jego wielki cel zostałby wreszcie osiągnięty. Srebrny medal dawał dwa punkty i degradował Mangiarottiego, czyniąc ostatecznie Pawłowskiego szermierzem wszechczasów. I tak jednak czwarte miejsce było wielkim wyczynem, a sposób, w jaki je wywalczył, utwierdził w przekonaniu wszystkich obserwatorów finałów w Goeteborgu, że wiele wody jeszcze upłynie, zanim na planszach pojawi się szermierz tak doskonały jak Jerzy Pawłowski. Myślicie, że to już kres wielkiej przygody? Gdzież tam! To nic, że lat przybywa, Jurek nadal, jak kiedyś, imponuje aktywnością. Już mu nie wystarcza rola zawodnika, chce działać, wykorzystywać doświadczenie zbierane na planszach wszystkich kontynentów. W październiku 1973 roku został wybrany prezesem Polskiego Związku Szermierczego. Sportowy świat otrzymał nowy ewenement: czynny zawodnik prezesem federacji! Gdzie i kiedy był podobny przypadek?...
| |