Nikt wtedy nie słyszał
ubezpieczenia turystyczne porównani | Karta kredytowa | stoiska promocyjne
Nikt wtedy nie słyszał o młodej polskiej reprezentacji śza- blowej, nikomu nic nie mówiły nazwiska zawodników, nawet nie pachniało sensacją. A jednak Jerzy Pawłowski dotarł wraz z Wojciechem Zabłockim aż do półfinału turnieju indywidualnego. Pierwsza olimpiada w życiu 20-letniego człowieka i od razu półfinał! To mogło zawrócić w każdej głowie. Tylko nie Pawłowskiemu. On umiał wyciągnąć właściwe wnioski nie tylko ze zwycięstw, ale także i z porażek. Oto na przykład w jednej z walk eliminacyjnych uległ doskonałemu Jacquesowi Lefevre'owi. Przystojny, bardzo efektownie walczący Francuz nabierał Polaka na proste trafienia, wykorzystywał każdą jego chwilę nieuwagi, każdą lukę w zasłonie. Pawłowski zszedł z planszy pokonany, ale z mocnym postanowieniem rewanżu przy pierwszej nadarzającej się sposobności. Przypadek sprawił, że doszło do niego już w ćwierćfinale. Natychmiast po komendzie sędziego Francuz zaatakował rzutem na .pierś, zamiast jednak trafić, sam został trafiony. Lefevre zrozumiał, że Polak wyciągnął wnioski z nauczki udzielonej wcześniej i zmienił taktykę. Daremnie. Jurek zawsze znajdował skuteczną odpowiedź na jego ataki i wygrał. W decydującej o awansie do finału walce Polak spotkał się z rutynowanym i powszechnie znanym' na planszach szablo-wych świata Loiselem. Przy stanie 4:4 sędzia dał pierwszeństwo podcięciu Austriaka i marzenia o finale pękły jak bańka mydlana. Z zaciśniętymi zębami Pawłowski powtarzał słowa, które na zawsze utkwiły mu w pamięci, a które powiedział Michał Wołodyjowski: „Ech, nic to!"
Faktoring w skórcie | przewierty sterowane | Dom Chechło